
Wystawa «Fragmenty» prezentuje fragmenty osobistych i zbiorowych doświadczeń, w których przejawiają się represje, heroizm, strata, nadzieja i godność. Pokazuje, jak poprzez materialne świadectwa, przedmioty osobiste, dokumenty, własnoręcznie wykonane artefakty i dzieła sztuki kształtuje się żywa pamięć współczesnej historii Białorusi.
Pomysł stworzenia takiego miejsca wyszedł od Ludowego Zarządu Antykryzysowego (NAU). Jego szef, Paweł Łatuszka, w swoim życiu otworzył niejedną instytucję kulturalną, ale Muzeum Wolnej Białorusi uważa za miejsce wyjątkowe:
– Muzeum Wolnej Białorusi nie pozwala zapomnieć, po co składano ofiary. Muzeum przypomina: dopóki żyje pamięć, żyje Białoruś. Żyje i walczy.
Trzeci dzień urodzin to więcej niż tylko liczba – to moment refleksji nad tym, co zostało osiągnięte, co jeszcze czeka i dlaczego to miejsce istnieje, mówiła zastępczyni szefa oddziału Ambasady Niderlandów w Mińsku, Dżećke Klein. Niderlandy wspierają Muzeum Wolnej Białorusi.
– Zarządzanie muzeum nigdy nie jest łatwym zadaniem, nawet jeśli działa się w swoim kraju, przy finansowaniu państwowym i instytucjonalnym wsparciu. Ale prowadzenie muzeum na wygnaniu, bez własnego kraju, który by nas wspierał, wymaga innego poziomu odwagi, wizji i wytrwałości. A jednak, mimo trudności, Muzeum Wolnej Białorusi stało się żywym, dynamicznym miejscem. Co więcej, to żywy archiwum rewolucji, która się nie skończyła, protestu, który trwa, i ludzi, którzy się nie poddali. Muzeum to nie tylko kolekcja przedmiotów – to latarnia nadziei, pamięci i przemian.

Dyrektorka muzeum, Natalia Zadżarkowska, wspomina, że pierwszymi eksponatami w muzeum były plakaty Rufiny Bazłowej, na podstawie których powstał jej słynny projekt «Białoruskie hafty».
Na wystawie «Fragmenty» prezentowana jest niewielka liczba eksponatów, ale każdy z nich to historia Białorusina, podkreśla Natalia Zadżarkowska:
– Gdy chce się powiedzieć wiele, a nie ma takiej możliwości, wystawiamy tylko 13 artefaktów. Przedmioty należały do Białorusinów, którzy wyszli na protesty, przebywali w więzieniach, ginęli za Ukrainę. To bardzo białoruska historia. Każdy przedmiot ma swoją osobistą historię. Po raz pierwszy pokażemy koszulkę byłej więźniarki politycznej, której nie pozwalano przekazać zdjęć małego syna do więzienia. Jej przyjaciele umieścili jego wizerunki na koszulkach i przekazali je za kraty. To osobiste rzeczy Romana Bandarenki – jego farby i pędzel. Wydają się zwykłe, ale znając tragiczny los Romana, nabierają szczególnego znaczenia. Podobnie jest z rzeczami Mirosława Łazowskiego. Pokazujemy paczkę, w której przechowywał swój mundur, podpisaną jego ręką, w środku znajdują się liście z pól Ukrainy. Znane naszym odwiedzającym eksponaty to także na przykład flaga z nazwiskami więźniów politycznych autorstwa Marii Hryc.

Swoim zniszczonym przez siły porządkowe telefonem do muzeum podzielił się białoruski reżyser Maksim Shwed. Telefon został zniszczony w Rejonowym Komisariacie Policji w Październiku.
– Kiedy mnie przeszukali, zabrali telefon i kazali podać hasło. Odmówiłem, bo myślałem: dlaczego? Tam były moje prywatne rzeczy. Powiedzieli, że napiszą, iż telefon został zniszczony podczas zatrzymania. Zgodziłem się. Policjant wyszedł, a po chwili wrócił i przyniósł go w takim stanie. Od tamtej pory nawet go nie otworzyłem. Nawet nie pamiętam, jakie tam były zdjęcia, bo tego dnia nagrywałem na nim materiał. Minęło pięć lat, może coś ważnego tam pozostało.

Na wystawie pokazane są spodnie blogera Vadimatiego oraz kurtka jego partnera Dźienisa.
– Spodnie przeszły ze mną przez więzienie i trafiły na strefę, gdzie leżały w magazynie. Dźienis na mnie czekał, pobili go i wszczęli przeciw niemu sprawę karną. Te spodnie przekazałem mu do aresztu. Kiedy uciekał, przeskakiwał w nich przez ogrodzenie na granicy litewskiej. Na spodniach jest jego krew.

Z okazji trzyletniego jubileuszu polski politolog Paweł Kazaniecki z Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego przekazał część archiwum, które przez długi czas gromadził na Białorusi:
– Nasza organizacja działa z Białorusią od lat 90. Dziś jest to dla nas okazja, aby przypomnieć, że białoruskie siły demokratyczne nie zaczęły się w 2020 roku, że protest białoruski ma znacznie dłuższe tradycje. Dlatego dziś wraz z Aleksandrem Milinkiewiczem przekazałem część swojej kolekcji. To dokumenty, naklejki, dokumenty programowe kampanii wyborczych z 2001 roku, zarówno organizacji politycznych, jak i społecznych.
Obecnie w zbiorach Muzeum Wolnej Białorusi znajduje się ponad 250 eksponatów.
Oryginał artykułu: polskieradio.pl